16.09.2014

My morning routine

Dziś pokażę Wam jak wygląda mój leniwy niedzielny poranek oraz przygotowania na rodzinny obiad ;) Jestem ogromnym śpiochem, dlatego bardzo cenię sobie takie spokojne poranki.
Podstawa mojej codziennej pielęgnacji, niezależnie, czy wychodzę z domu, czy nie: żel do mycia twarzy bebe, płyn różany do twarzy fitomed, antyperspirant adidas cool&care, krem pod oczy rival de loop rossmann, krem do twarzy 50+ dax sun oraz malinowe masło do ust nivea.
I tak właśnie wyglądam po wyjściu z łóżka i wstępnym ogarnięciu się - legginsy, t-shirt i ukochany sweter. Grunt, żeby było ciepło i wygodnie!
Korzystając z ostatnich ciepłych dni, śniadanie jem na tarasie ;)
Czas na makijaż: podkład clarena, korektor pod oczy eveline, korektor na większe niedoskonałości catrice, puder misslyn, róż wibo, puder brązujący isadora, brązową kredką podkradzioną mamie podkreślam brwi, na koniec tusz do rzęs artdeco oraz szminka paese.
Dodatki: kolczyki otrzymane w prezencie od dziadków, pierścionki yes oraz woda toaletowa puma sync woman.
Zazwyczaj noszę po prostu rozpuszczone włosy lub zwykłą kitkę, moje włosy są bowiem bardzo sztywne i o żadnych wymyślnych fryzurach nie może być mowy, zresztą za takimi też nie przepadam. Dziś zdecydowałam się więc na prostą, nieco roztrzepaną fryzurkę - prosty kucyk przełożony raz nad gumką.
Na koniec strój, na jaki się zdecydowałam: sweterek solar, spódnica mosquito, buty janet d.

12.09.2014

Every day is like a survival

Dziś szybciutko, pogoda nam szaleje, pada, ale już za chwilę robi się parno i gorąco. Uroki jesieni! Ale korzystajcie z tych pięknych ciepłych dni, mam nadzieję, że nie złapie Was żaden paskudny ból gardła niewiadomego pochodzenia, jak mnie ;) Ale chorowanie ma też swoje dobre strony, jest czas na wiele czynności, które chcieliśmy zrobić od zawsze, ale zawsze było coś ważniejszego, tak więc szyję sobie (choć to zdecydowanie za duże słowo), tworzę cosie i nadrabiam kolejne sezony prawa Agaty.
Ach i owszem, na sobie mam bluzkę od piżamy, chociaż ciiii, nikt przecież nie widzi, że to piżama, spodnie, których zawsze się obawiałam i najwygodniejsze na świecie ptasie gniazdo na głowie :)
t-shirt - oysho
dżinsy - h&m
torebka - solar
buty - janet d

09.09.2014

One day in Warsaw

W zasadzie spędziłam w Warszawie urocze dwa dni, a już Wam przybliżam, jak to wszystko się wydarzyło. Moja przyjaciółka ze studiów znalazła bilety lotnicze z Wrocławia do stolicy za całe 78zł w dwie strony. Jak więc nie skorzystać? Zabukowałyśmy, ogarnęłyśmy transport z Modlina do centrum (bilet lotniskowy: autobus z lotniska na stację PKP, pociąg, a następnie bilet ten jest jeszcze przez godzinę ważny na komunikację miejską, koszt ok. 12zł)
Pokój dwuosobowy w hostelu Tatamka, 55zł za noc od osoby. Do tego całkiem wypasione śniadanie za 5zł, nocleg w samym centrum, dla mnie bomba!
Na drugie śniadanie, pyszna mrożona czekolada z, paradoksalnie, Krakowskiej Manufaktury Czekolady. A tak naprawdę zdradzę Wam, że po prostu kręciłyśmy się w okolicy studia DD TVN, marzyło mi się zdjęcie z Prokopem ;)
Centrum Nauki Kopernik: REWELACJA. Plac zabaw nie tylko dla małych, był latający dywan, kółko jak dla chomika, skoki na księżycu, trzęsienie ziemi, prowadziłam samochód po pijaku, zamknęłam się w bańce mydlanej i uratowałam życie pluszowemu misiowi!
 Ogród na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej.
 Obiady jadałyśmy w Manekinie, pokochałam to miejsce w Poznaniu, a i w Warszawie jest niczego sobie :)
 Ach tak, powinnam była wspomnieć, że cały wyjazd minął nam pod hasłem: jedzenie...
 Urokliwa starówka o zachodzie słońca :)
A na kolację... mleko czekoladowe i pączki od Bliklego :)